FALSYFIKATY DZIEŁ SZTUKI
W ZBIORACH POLSKICH

MIECZYSŁAW MORKA
Kilka uwag o wartości sygnatur oraz pisaniu ekspertyz
- f r a g m e n t   a r t y k u ł u -

(...) Sygnatura jest niezmiernie ważnym elementem przy ustalaniu autorstwa obrazu. Musi jednak spełniać podstawowy warunek: trzeba mieć absolutną pewność jej autentyczności, gdyż od XVII wieku w handlu znajduje się tysiące obrazów z fałszywymi bądź naniesionymi później sygnaturami. Zgodnie z duchem romantyzmu pojawienie się podpisów malarzy na obrazach tłumaczono wzrostem prestiżu tego zawodu oraz zwiększonym poczuciem godności własnej artystów doby renesansu. Wybitny piętnastowieczny architekt, rzeźbiarz i teoretyk - Antonio Averlino zw. Il Filarete (ok. 1400 - po 1465) wprost żądał, aby malarze podpisywali swe dzieła. Znane są sygnatury prawie wszystkich wybitnych malarzy włoskiego Ouattrocenta. Dziś jednak wiadomo, że podpisy na obrazach nie były wyłącznie oznaką "renesansowego indywidualizmu" i świadectwem dumy z własnej rangi artystycznej, jak utrzymuje Jacek Tylicki, analizując zwroty pinxit (namalował) i invenit (wymyślił) przy sygnaturze Hana.
Dowiedziono bowiem, że dzieło podpisane przez właściciela warsztatu wcale nie musiało być przez niego namalowane własnoręcznie. Niekiedy oznaczało coś wręcz przeciwnego - chodziło przede wszystkim o potwierdzenie, że odpowiada ono standardom danego warsztatu. Praktyka ta, której przykładem są pracownie tak wielkich artystów jak Rafael, bynajmniej nie została zaniechana w stuleciu następnym.

Kiedy w 1968 roku Rembrandt Research Project rozpoczynał swoją działalność, przed pięcioma badaczami stanął m.in. problem ustalenia w pełni wiarygodnego podpisu Rembrandta. Na całym świecie, w zbiorach muzealnych i kolekcjach prywatnych znajdowały się bowiem setki obrazów mających na sobie podpis słynnego mistrza.

Zadanie było trudne, jednak przy pomocy grafologów, po wielu żmudnych analizach z użyciem najnowszej aparatury, udało się wreszcie "wypreparować" całkowicie pewną sygnaturę. Pozwoliło to nie tylko wyeliminować ogromną liczbę obrazów łączonych z artystą wyłącznie dlatego, iż figuruje na nich jego sfałszo wany podpis, lecz także przyniosło zaskakującą dla wielu historyków sztuki konstatację. Otóż okazało się, że poza setkami fałszywych sygnatur, na ewidentnych pracach uczniów figuruje autentyczny podpis Rembrandta. Przekonano się więc, że zgodnie z tradycją cechową, podobnie jak średniowieczni mistrzowie, także i on kładł sygnaturę jako potwierdzenie jakości produkcji swojego warsztatu.

Autentyczne sygnatury artystów na obrazach, które nie były ich ręki, nastręczają ekspertom wielu kłopotów. Wiadomo bowiem, że m.in. Francois Boucher (1703-1770) sygnował wykonane przez uczniów kopie, Dominig Ingres (1780-1867) sygnował kopie swego ucznia Amaury Duvala (1808-1885), a w pracowni Camille'a Corota (1796-1875) praktyka ta była często spotykana.

Fałszerstwa dzieł sztuki mają pokaźną literaturę. Zajmowali się nimi najznakomitsi uczeni, by tylko wspomnieć Erwina Panofskiego, Otto Kurza, Hansa Tietze, Federica Zeri, czy Klarę Garas oraz Umberto Eco. Poświęca się im specjalne wystawy i numery prestiżowych czasopism, a słynnym fałszerzom monograficzne opracowania. Niektórzy z nich, tacy jak Tom Keating czy Eric Hebborn ujawniają swoje sukcesy i tajemnice warsztatu. W 1976 roku Keating zwołał konferencję prasową, oświadczając: Zasypałem londyńskie galerie od Mayfair po Chelsea moimi falsyfikatami. Następnie w telewizji zademonstrował popis fałszerskich umiejętności, malując w ciągu pół godziny "francuskiego impresjonistę". Współpracujący z nim specjalista od nanoszenia sygnatur nosił wdzięczny przydomek „Jaś Pióro". (...)